Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tbilisi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tbilisi. Pokaż wszystkie posty
środa, 21 września 2016
Wybory w Gruzji
Nie jadę w tym roku na wybory w Gruzji. Żałuję, ale zdecydowałam się na inny wyjazd. Pasja musi czasem ustąpić pragmatyzmowi.
Byłam w Gruzji w czasie wyborów parlamentarnych w 2008 i 2012 oraz prezydenckich w 2013. Pierwszy raz w czasie wolontariatu. W 2012 roku czułam, że po prostu muszę. Z daleka nic nie wskazywało na wygraną Gruzińskiego Marzenia. Kiedy wysiadłam w Tbilisi - byłam pewna, że Saakaszwili przegra.
Wybory prezydenckie chciałam pominąć. Zwycięstwo faworyta Iwaniszwilego było pewne. Byłam w siódmym miesiącu ciąży i wybory przypadały na ostatnie tygodnie, kiedy mogłam latać. Zaproponowano mi jednak wywiad z Iwaniszwilim i poleciałam. Nie jest to najlepsza rozmowa. Uparcie chciał się kreować na największego wroga Miszy i takie były oczekiwania moich redaktorów, a ja uparcie dopytywałam o rzeczy dla mnie ważne.
Wyjazdu jednak nie żałuję, dotarłam na "granicę" z Osetią Płd. i to nie w wycieczce zorganizowanej przez ekipę rządową, ale w towarzystwie znajomych dziennikarek z Gori (tekst przeczytacie tu)
Nino (pierwsza z lewej) wygrała w styczniu specjalną nagrodę za pokojowe dziennikarstwo EUMM (Special Prize for Peace Journalism)
Nikt mnie do Gruzji nie wysyłał. Wyciągałam oszczędności, jechałam i pisałam. Czasem lepiej, czasem gorzej, ale z miejsca. Na Reutersie czytasz jak Iwaniszwili przedstawił program na pierwszej konferencji prasowej, a siedząc na miejscu widzisz, że jest zupełnie zaskoczony zwycięstwem, nie ma pomysłu na rząd, nie umie rozmawiać z mediami i krzyczy na dziennikarzy, którzy się z nim nie zgadzają. Jesteś w Gruzji i słuchasz, czytasz i rozmawiasz, nie tylko z kierowcą taksówki i właścicielem twojego hostelu. Coś czego internet nigdy nie zastąpi.
Oczywiście nie zawsze jest tak prosto. Samotne służbowe wypady do Gruzji to jedyne sytuacje w życiu, kiedy na chwilę chciałabym zamienić się w faceta.
Rok 2012, aleja Rustaveli, biuro Gruzińskiego Marzenia. Zaledwie rok wcześniej w tym samym lokalu był hostel, w którym nocowałam. Co chwilę ktoś wychodzi z koszulką i czapką z numerem 41. Wchodzę więc i pytam o szefa. Zostaję zaproszona do biura, do którego od razu schodzi się paru typowych Gruzinów (patrz niedogoleni w skórzanych skórach). Pytam więc na czym polega ich praca, komu rozdają koszulki itd.
Przy moim drugim pytaniu pada pytanie o męża i dzieci. Pokazuję obrączkę i pytam dalej. Odpowiedź i pytanie czy mąż ze mną w Gruzji i o plany na wieczór, potem o numer telefonu. Mam na takie okazje specjalnie numer gruziński - daję, bo zawsze mogą coś wiedzieć. Jak się żegnam słyszę, że na pewno zadzwonią i napijemy się wina wieczorem. Dzwonią potem prawie dziesięć razy, nie odbieram. W 2013, z brzuchem mam spokój. Wszyscy są jeszcze bardziej mili niż zwykle, bo myślą że Gruzin jest ojcem. W 2015 (zbierałam materiały do reportażu o elektrowniach wodnych) kłamię już bezczelnie, że mąż i córką są ze mną w Gruzji.
Nie przypisuje nikomu złych zamiarów, ale znam trochę podejście gruzińskie do cudzoziemek, nawet bez tego akurat, ja sama na wino z obcymi facetami się nie umawiam. Gdybym była facetem mogłabym iść spokojnie na popijawę i dowiedzieć się na pewno sporo ciekawych rzeczy o strukturze Gruzińskiego Marzenia, a tak to lipa. Zostają mi więc emeryci w parku i studenci. Pierwsi mówią, że o polityce trzeba rozmawiać z młodymi, bo przed nimi życie. Drudzy, że i tak z Gruzji wyjadą, więc im wszystko jedno.
Zresztą od kiedy nie ma Saakaszwilego to już nie to samo. W czasie wyborów w 2012 roku w hotelu Courtyard na Tavisupleba Moedani otwarto centrum prasowe. Giga Bokeria (kto to tu) robił regularne konferencje oraz nieoficjalne przecieki. W dzień wyborów oraz noc liczenia głosów do dyspozycji dziennikarzy były dwie zawodowe tłumaczki, które na bieżąco tłumaczyły gruzińską telewizję i wyniki. Duży stół, internet, napoje i przekąski w środku nocy. Pomyślicie, że to pewna próba przekupstwa. Tak, co nie znaczy, że skuteczna. Saakaszwili wynajął wtedy zagraniczną agencję do obsługi dziennikarzy. Pamiętam jak dzień po wyborach przyszedł szef tego zespołu i zaczął wytykać angielskojęzycznym dziennikarzom, że w złym świetle przedstawili jakieś fakty. Został serdecznie zignorowany.
----------------------------------
Wpis ten dedykuję moim 80 followersom, którzy śledzili mnie w 2012 roku na Twitterze. Nie wiem ilu z nich było prawdziwych. Tego, który mnie dzięki Twitterowi rozpoznał w busie w Kutaisi w 2013 roku, pozdrawiam serdecznie.
poniedziałek, 16 maja 2016
Alasania - nowy lider Gruzji?
Irakli Alasania powrócił na gruzińską scenę polityczną razem z Gruzińskim Marzeniem w 2012 roku. Jako szef resortu obrony miał wprowadzić Gruzję do NATO (retoryka Tbilisi), ale został niespodziewanie zdymisjonowany w listopadzie 2014 roku przez premiera Iraklego Garibaszwilego. Jego partia Nasza Gruzja-Wolni Demokraci opuściła tym samym koalicję Gruzińskie Marzenie.
Alasania stracił tekę za otwarte krytykowanie premiera. Kiedy pod zarzutem korupcji zatrzymano czterech urzędników jego resortu zatrudnionych w departamentach odpowiedzialnych za zakupy i informatyzację. W wyniku ponoć fikcyjnego przetargu na położenie światłowodów z kasy ministerstwa miało zniknąć 4 mln lari (ok. 8 mln zł). Przetarg miał charakter tajny i niewiele o nim wiadomo. Minister Alasania udzielił jednak całkowitego poparcia podwładnym, a działania prokuratury nazwał zamachem na prozachodni kurs jego resortu.
Jeszcze w zeszłym tygodniu Alasania mówił, że jeśli sąd uzna jego byłych podwładnych winnymi to wyprowadzi na ulice ludzi, jako protest przeciwko Iwaniszwilemu.
Dziś, w poniedziałek, sąd w Tbilisi skazał na siedem lat więzienia pięciu urzędników i wojskowych pracujących w ministerstwie obrony Gruzji. Aresztowani pod koniec października 2014 roku spędzili w areszcie osiem miesięcy. Zwolniono ich dopiero w czerwcu zeszłego roku. Czterech wróciło nawet do pracy w resorcie.
Wyrok budzi wiele kontrowersji. -Nie spodziewaliśmy się tak niesprawiedliwego werdyktu. Wiemy, że rząd Iwaniszwili-Kwirikaszwli kontroluje sądy, prokuraturę, ale nie oczekiwaliśmy, że sąd będzie zmuszony do takiej decyzji. Będziemy kontynuowali walkę na drodze prawnej poprzez sąd apelacyjny. Obiecuję Iwaniszwilemu, że ta decyzja będzie tą, która doprowadziła do końca jego rządu - zapowiada Alasania. Jego partia na sobote 21 maja zapowiada pierwszy protest przed budynkiem prokuratury.
Zdaniem stowarzyszenia prawników GYLA wyrok jest niesprawiedliwy, a sam proces polityczny. Dowody w sprawie miały być niewystarczające. Do tego osoby oskarżone o kradzież pieniędzy nigdy nie miały dostępu do wskazanych funduszy. Nie wskazano też ich osobistego interesu.
Ciekawe czy Alasania rzeczywiście będzie w stanie zmobilizować społeczeństwo i przejąć niezagospodarowane głosy. W październiku Gruzini będą wybierać nowy parlament, a według ostatnich badań NDI 61 proc. wyborców nie wie na kogo będzie głosować. Pierwszy protest pokaże nie tylko czy Alasania ma zwolenników, ale przede wszystkim czy ma pieniądze. W Tbilisi wszelkie wiece i zebrania polityczne to morze nowych flag w rękach ludzi czy na autach. Benzyny nikt do tych nikt za własne pieniądze nie kupuje.
Wolni Demokraci to obecnie opozycja. Partia nie chce się jednak współpracować z również opozycyjną partią Saakaszwilego Zjednoczonym Ruchem Narodowym (ZRN). Komentując próby odwołania premiera przez ZRN w marcu tego roku, Alasania stwierdził, że Gruzja nie potrzebuje ani Bidziny Iwaniszwilego, ani Saakaszwilego. Podobnie myśli dziś wiele osób w Gruzji.
Alasania nie kryje swoich ambicji, w 2013 roku przebąkiwał, że chciałby być kandytatem Gruzińskiego Marzenia na fotel prezydenta. Ostatecznie Iwaniszwili wybił mu to z głowy. Niemniej jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych gruzińskich polityków na arenie międzynarodowej. Karierę w administracji publicznej rozpoczął jeszcze za czasów Szewardnadze, w 1994 roku w ministerstwie bezpieczeństwa państwowego, potem trafił do MSZ. W latach 2002-2004 był wiceministrem bezpieczeństwa państwowego (resort to pozostałość po ZSRR, zlikwidowany).
Po rewolucji róż opowiedział się po stronie Saakaszwilego. Przez krótki okres czasu był bezpośrednio odpowiedzialny za ogólnie mówiąc kwestię Abchazji jako doradca prezydenta. Jeszcze w maju 2008 roku prowadził tajne rozmowy z Suchumi. Chodziło o możliwość powrotu Gruzinów wypędzonych z Abchazji po wojnie domowej w latach 90. Alasania jest synem gruzińskiego generała, który zginął w 1993 roku w czasie próby obrony stolicy Abchazji. Kiedy Saakaszwili zrezygnował z podjętych w 2005 roku prób przyciągnięcia zbuntowanych prowincji (dużo by pisać), mianował w 2006 roku Alasanię przedstawicielem Gruzji przy ONZ. Alasania miał wtedy 33 lata.
Po przegranej wojnie z Rosją w 2008 roku polityk zmienił front i stał się jednym z czołowych krytyków Saakaszwilego. Kiedy w 2009 roku kilkadziesiąt tysięcy osób (szacunki od 25 tys. w górę) wyszły na ulice Tbilisi żądając dymisji prezydenta, Alasania był z nimi. Zarzucał głowie państwa autorytarną kontrolę mediów i wymiaru sprawiedliwości. Saakaszwili kazał policji brutalnie rozpędzić demonstrujących.
W tym poście wykorzystałam fragmenty jednego z moich poprzednich wpisów.
Alasania stracił tekę za otwarte krytykowanie premiera. Kiedy pod zarzutem korupcji zatrzymano czterech urzędników jego resortu zatrudnionych w departamentach odpowiedzialnych za zakupy i informatyzację. W wyniku ponoć fikcyjnego przetargu na położenie światłowodów z kasy ministerstwa miało zniknąć 4 mln lari (ok. 8 mln zł). Przetarg miał charakter tajny i niewiele o nim wiadomo. Minister Alasania udzielił jednak całkowitego poparcia podwładnym, a działania prokuratury nazwał zamachem na prozachodni kurs jego resortu.
Jeszcze w zeszłym tygodniu Alasania mówił, że jeśli sąd uzna jego byłych podwładnych winnymi to wyprowadzi na ulice ludzi, jako protest przeciwko Iwaniszwilemu.
Dziś, w poniedziałek, sąd w Tbilisi skazał na siedem lat więzienia pięciu urzędników i wojskowych pracujących w ministerstwie obrony Gruzji. Aresztowani pod koniec października 2014 roku spędzili w areszcie osiem miesięcy. Zwolniono ich dopiero w czerwcu zeszłego roku. Czterech wróciło nawet do pracy w resorcie.
Wyrok budzi wiele kontrowersji. -Nie spodziewaliśmy się tak niesprawiedliwego werdyktu. Wiemy, że rząd Iwaniszwili-Kwirikaszwli kontroluje sądy, prokuraturę, ale nie oczekiwaliśmy, że sąd będzie zmuszony do takiej decyzji. Będziemy kontynuowali walkę na drodze prawnej poprzez sąd apelacyjny. Obiecuję Iwaniszwilemu, że ta decyzja będzie tą, która doprowadziła do końca jego rządu - zapowiada Alasania. Jego partia na sobote 21 maja zapowiada pierwszy protest przed budynkiem prokuratury.
Zdaniem stowarzyszenia prawników GYLA wyrok jest niesprawiedliwy, a sam proces polityczny. Dowody w sprawie miały być niewystarczające. Do tego osoby oskarżone o kradzież pieniędzy nigdy nie miały dostępu do wskazanych funduszy. Nie wskazano też ich osobistego interesu.
Ciekawe czy Alasania rzeczywiście będzie w stanie zmobilizować społeczeństwo i przejąć niezagospodarowane głosy. W październiku Gruzini będą wybierać nowy parlament, a według ostatnich badań NDI 61 proc. wyborców nie wie na kogo będzie głosować. Pierwszy protest pokaże nie tylko czy Alasania ma zwolenników, ale przede wszystkim czy ma pieniądze. W Tbilisi wszelkie wiece i zebrania polityczne to morze nowych flag w rękach ludzi czy na autach. Benzyny nikt do tych nikt za własne pieniądze nie kupuje.
Wolni Demokraci to obecnie opozycja. Partia nie chce się jednak współpracować z również opozycyjną partią Saakaszwilego Zjednoczonym Ruchem Narodowym (ZRN). Komentując próby odwołania premiera przez ZRN w marcu tego roku, Alasania stwierdził, że Gruzja nie potrzebuje ani Bidziny Iwaniszwilego, ani Saakaszwilego. Podobnie myśli dziś wiele osób w Gruzji.
Alasania nie kryje swoich ambicji, w 2013 roku przebąkiwał, że chciałby być kandytatem Gruzińskiego Marzenia na fotel prezydenta. Ostatecznie Iwaniszwili wybił mu to z głowy. Niemniej jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych gruzińskich polityków na arenie międzynarodowej. Karierę w administracji publicznej rozpoczął jeszcze za czasów Szewardnadze, w 1994 roku w ministerstwie bezpieczeństwa państwowego, potem trafił do MSZ. W latach 2002-2004 był wiceministrem bezpieczeństwa państwowego (resort to pozostałość po ZSRR, zlikwidowany).
Po rewolucji róż opowiedział się po stronie Saakaszwilego. Przez krótki okres czasu był bezpośrednio odpowiedzialny za ogólnie mówiąc kwestię Abchazji jako doradca prezydenta. Jeszcze w maju 2008 roku prowadził tajne rozmowy z Suchumi. Chodziło o możliwość powrotu Gruzinów wypędzonych z Abchazji po wojnie domowej w latach 90. Alasania jest synem gruzińskiego generała, który zginął w 1993 roku w czasie próby obrony stolicy Abchazji. Kiedy Saakaszwili zrezygnował z podjętych w 2005 roku prób przyciągnięcia zbuntowanych prowincji (dużo by pisać), mianował w 2006 roku Alasanię przedstawicielem Gruzji przy ONZ. Alasania miał wtedy 33 lata.
Po przegranej wojnie z Rosją w 2008 roku polityk zmienił front i stał się jednym z czołowych krytyków Saakaszwilego. Kiedy w 2009 roku kilkadziesiąt tysięcy osób (szacunki od 25 tys. w górę) wyszły na ulice Tbilisi żądając dymisji prezydenta, Alasania był z nimi. Zarzucał głowie państwa autorytarną kontrolę mediów i wymiaru sprawiedliwości. Saakaszwili kazał policji brutalnie rozpędzić demonstrujących.
W tym poście wykorzystałam fragmenty jednego z moich poprzednich wpisów.
wtorek, 31 marca 2015
Gruzińskie Marzenie
Prezydent Gruzji wygłosił swoje coroczne podsumowanie przed parlamentem. Rząd, podobnie jak w zeszłym roku, nie wsłuchiwał się w słowa głowy państwa.
Zarówno prezydent Giorgi Margwelaszwili jak i rząd na czele z Iraklim Garibaszwilim wywodzą się z koalicji Gruzińskie Marzenie, w czym zatem problem? Czasami można odnieść wrażenie, że to działanie na zasadzie "nie, bo nie".
Sporo osób miało wątpliwości czy Margwelaszwili powinien zostać prezydentem. Praktycznie nieznany społeczeństwu wykładowca uniwersytecki był postrzegany jako człowiek bez wyraźnych poglądów. Wielu Gruzinów, z którymi rozmawiałam przyznawało, że głosowało na niego tylko ze względu na osobę Iwaniszwilego. Miliarder, w czasie wyborów prezydenckich w 2013 roku stał jeszcze na czele rządu.
Dopiero pod koniec listopada premierem został bliski współpracownik Iwaniszwilego, trzydziestoparoletni Garibaszwili. Wtedy też zaczęły się spięcia na linii premier-prezydent oraz koalicja w parlamencie-prezydent.
Politycy kłócą się praktycznie o wszystko. Margwelaszwili, mimo deklaracji wyborczych, nie opuścił wybudowanego przez Saakaszwilego pałacu prezydenckiego. Rząd bez powodzenia próbował go zmusić do przeprowadzki. W listopadzie zeszłego roku politycy pokłócili się, który z nich ma przemawiać na forum ONZ. Prezydent wetuje też kontrowersyjne ustawy forsowane przez Gruzińskie Marzenie, szczególnie dotyczące swobód i praw obywatelskich. Niestety, jego weto jest zwykle odrzucane przez parlament. (na marginesie Margwelaszwili zyskał dzięki temu sympatię organizacji pozarządowych).
Różnice widać też w podejściu do Ukrainy. Gruzińskie Marzenie długo nie mogło się zdecydować jakie stanowisko zająć wobec Majdanu. Z jednej strony wspólny wróg Rosja, ale z drugiej także wróg - Saakaszwili. To dlatego w gestach solidarności prym wiedzie Zjednoczony Ruch Narodowy, partia byłego prezydenta Gruzji. Premier Garibaszwili na niedawnej konferencji prasowej zrugał znowu Kijów za zatrudnianie ludzi ściganych przez Tbilisi listem gończym.
Retoryka Margwelaszwilego jest bardziej stonowana. Zdążył on też pojechać do Kijowa na uroczystości rocznicowe. Garibaszwili zapowiadaną długo wizytę znowu przełożył. Tłumaczy się ogromem pracy, zarówno swojej jak i ukraińskich polityków.
W przyszłym roku kolejne wybory parlamentarne. Gruziński wyborca ma krótką pamięć. Nienawiść do Saakaszwilego, która pozwoliła Gruzińskiemu Marzeniu zdobyć większość w parlamencie, zdaje się zanikać. Na wiec zorganizowany przez Zjednoczony Ruch Narodowy do Tbilisi z całego kraju zjechały tysiące osób. Nawet jeśli część z nich dostała za udział pieniądze, to nie należy protestu lekceważyć.
Kiedy więc 21 marca zobaczyłam, że prezydent i premier rzucają się sobie w ramiona, to pomyślałam - zwierają szyki. Politycy świętowali z mniejszością azerską Navroz. Były uśmiechy i wspólne gesty. Absencja rady ministrów podczas przemówienia prezydenta pokazuje jednak, że do zgody jeszcze daleko. To tylko gest, ale odnotowały go gruzińskie media. Jakiś czas temu kancelaria premiera tłumaczyła, że to prezydent ma konstytucyjny obowiązek stawienia się przed parlamentem. O obowiązku słuchania przemówienia przez rząd w konstytucji nie ma ani słowa.
Zarówno prezydent Giorgi Margwelaszwili jak i rząd na czele z Iraklim Garibaszwilim wywodzą się z koalicji Gruzińskie Marzenie, w czym zatem problem? Czasami można odnieść wrażenie, że to działanie na zasadzie "nie, bo nie".
Sporo osób miało wątpliwości czy Margwelaszwili powinien zostać prezydentem. Praktycznie nieznany społeczeństwu wykładowca uniwersytecki był postrzegany jako człowiek bez wyraźnych poglądów. Wielu Gruzinów, z którymi rozmawiałam przyznawało, że głosowało na niego tylko ze względu na osobę Iwaniszwilego. Miliarder, w czasie wyborów prezydenckich w 2013 roku stał jeszcze na czele rządu.
Dopiero pod koniec listopada premierem został bliski współpracownik Iwaniszwilego, trzydziestoparoletni Garibaszwili. Wtedy też zaczęły się spięcia na linii premier-prezydent oraz koalicja w parlamencie-prezydent.
Politycy kłócą się praktycznie o wszystko. Margwelaszwili, mimo deklaracji wyborczych, nie opuścił wybudowanego przez Saakaszwilego pałacu prezydenckiego. Rząd bez powodzenia próbował go zmusić do przeprowadzki. W listopadzie zeszłego roku politycy pokłócili się, który z nich ma przemawiać na forum ONZ. Prezydent wetuje też kontrowersyjne ustawy forsowane przez Gruzińskie Marzenie, szczególnie dotyczące swobód i praw obywatelskich. Niestety, jego weto jest zwykle odrzucane przez parlament. (na marginesie Margwelaszwili zyskał dzięki temu sympatię organizacji pozarządowych).
Różnice widać też w podejściu do Ukrainy. Gruzińskie Marzenie długo nie mogło się zdecydować jakie stanowisko zająć wobec Majdanu. Z jednej strony wspólny wróg Rosja, ale z drugiej także wróg - Saakaszwili. To dlatego w gestach solidarności prym wiedzie Zjednoczony Ruch Narodowy, partia byłego prezydenta Gruzji. Premier Garibaszwili na niedawnej konferencji prasowej zrugał znowu Kijów za zatrudnianie ludzi ściganych przez Tbilisi listem gończym.
Retoryka Margwelaszwilego jest bardziej stonowana. Zdążył on też pojechać do Kijowa na uroczystości rocznicowe. Garibaszwili zapowiadaną długo wizytę znowu przełożył. Tłumaczy się ogromem pracy, zarówno swojej jak i ukraińskich polityków.
W przyszłym roku kolejne wybory parlamentarne. Gruziński wyborca ma krótką pamięć. Nienawiść do Saakaszwilego, która pozwoliła Gruzińskiemu Marzeniu zdobyć większość w parlamencie, zdaje się zanikać. Na wiec zorganizowany przez Zjednoczony Ruch Narodowy do Tbilisi z całego kraju zjechały tysiące osób. Nawet jeśli część z nich dostała za udział pieniądze, to nie należy protestu lekceważyć.
Kiedy więc 21 marca zobaczyłam, że prezydent i premier rzucają się sobie w ramiona, to pomyślałam - zwierają szyki. Politycy świętowali z mniejszością azerską Navroz. Były uśmiechy i wspólne gesty. Absencja rady ministrów podczas przemówienia prezydenta pokazuje jednak, że do zgody jeszcze daleko. To tylko gest, ale odnotowały go gruzińskie media. Jakiś czas temu kancelaria premiera tłumaczyła, że to prezydent ma konstytucyjny obowiązek stawienia się przed parlamentem. O obowiązku słuchania przemówienia przez rząd w konstytucji nie ma ani słowa.
wtorek, 10 marca 2015
Putin nie daje o sobie zapomnieć Tbilisi
Rosyjscy żołnierze strzegą tzw. granicy gruzińsko-abchaskiej. Zagrożenie stanowi oczywiście Tbilisi, które nie chce podpisać porozumienia o niestosowaniu siły. Od kiedy w listopadzie Suchumi podpisało traktat o sojuszu i integracji z Moskwą rosyjscy żołnierze jeszcze liczniej i jakby bardziej oficjalnie napływają do Abchazji. Przypomniał o tym we wtorek rosyjski msz z okazji wizyty de facto ministra spraw zagranicznych Abchazji w Rosji.
Co istotne w Abchazji zachowano pozory, że miejscowe wojsko i rosyjskie to osobne oddziały i oddzielne dowództwa. Inaczej wygląda sytuacja w Osetii.
O zacieśnieniu współpracy na linii Moskwa-Cchinwali mówi się od dawna, obie strony mają jednak jakiś problem z ustaleniem treści umowy. Ciągle brak daty podpisania dokumentu.
Trudno mówić o większym zbliżeniu Rosji i Osetii Płd., kiedy cały budżet separatystycznej prowincji Gruzji finansowany jest przez Rosję, a w rządzie i służbach specjalnych zasiadają Rosjanie. Traktat ma zatem tylko pokazać, że Moskwa może i robi co jej się tylko podoba.
W piątek Putin podpisał rozporządzenie dające zielone światło traktatowi z Osetią Płd. Cchinwali idzie dalej niż Suchumi. Zgodnie z propozycją traktatu bowiem siły wojskowe i służby bezpieczeństwa Osetii Płd. staną się częścią oddziałów i służb rosyjskich. Podobnie zintegrowana zostanie służba celna.
Troskliwa Moskwa podejmie oczywiście starania podniesienia wynagrodzeń pracowników budżetówki czy zwiększenia emerytur posiadaczy rosyjskich paszportów. Gdyby Tbilisi miało wątpliwości, to rosyjskie ministerstwo obrony zapowiedziało na 10 IV wojskowe manewry, m.in. w Abchazji i Osetii Płd. z udziałem 2 tys. żołnierzy.
Trudno mi uwierzyć, że ktokolwiek w Gruzji jeszcze wierzy, że obie separatystyczne republiki wrócą do Gruzji. Ogrodzenia stawiane przez Rosjan na granicy Osetii Płd. nadal pokazuje się zagranicznym delegacjom dyplomatów, ale nie przekłada się to na jakiekolwiek międzynarodowe działanie. O zagrabionych kilometrach Abchazji przy okazji przestawiania stanowisk granicznych przed olimpiadą w Soczi nikt już zdaje się nie mówi.
Gruzińskie Marzenie mówiąc o wznowieniu relacji handlowych z Rosją równocześnie podkreślało, że integralność terytorialna kraju pozostaje priorytetem. Zapewne tak jest, ale w obecnej sytuacji to handel z Rosją daje pieniądze i zatrudnienie. Głównym problemem Tbilisi nie jest już odzyskanie dwóch prowincji, ale zachowanie status quo tak by mieszkający chociażby w Abchazji Gruzini nie zostali pozbawieni obywatelstwa i zmuszeni do opuszczenia prowincji. Kilkadziesiąt nowych uchodźców byłoby dla Gruzji nie lada problemem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
